Metamorfoza łazienki – malowanie płytek ceramicznych


Po ostatniej przemianie łazienki i pomalowaniu ścian oraz sufitu na biało po raz kolejny dotarło do mnie, że nie uniknę pokusy przemalowania beżowych kafli 🙂 Co więcej – moje nieśmiałe marzenia potwierdził mąż, który zaaprobował zmianę, ale stwierdził, że te beżowe płytki „są teraz totalnie od czapy”. Ku mojej radości nie tylko się zgodził, żebym przemalowała kafelki, ale też sfinansował farbę i potrzebne materiały 🙂

 

Rzut oka przed i po 🙂

      

 

     

 

 

Farba V33 o pojemności 2l (dostępna w Castoramie) kosztowała 128zł, jest bardzo wydajna, na tą chwilę pomalowałam 2 warstwy i farby starczy na przemianę kuchni 🙂 Ale o tym za jakiś czas.

Ważne, aby zaopatrzyć się w duży oraz mały wałeczek oraz pędzelek do miejsc trudno dostępnych i fug (jeśli są głębokie). Najpierw odtłuszczamy powierzchnie i szorujemy fugi – ja użyłam acetonu technicznego i farba znakomicie łapała przyczepność, nie miałam niespodzianek z jakimiś niedoczyszczonymi miejscami, których farba by nie pokryła.

Pierwsze malowanie poprzedziło oklejanie łączeń taśmą malarską i tu ważna uwaga – dobrze zainwestować w dobrej jakości taśmę, ponieważ po pierwszym malowaniu paznokciem skrobałam wszystkie łączenia na granicy kolorów, bo zostawiłam częściowo ciemne kafelki (pomagałam sobie acetonem, który póki farba nie nabierze odporności chemicznej rozpuszcza ją). Była to ciężka, mozolna robota, dlatego następnego dnia kupiłam za 18zł taśmę Blue Dolphin. Tutaj łączenia wyszły perfekcyjnie, ale taśma jest tak mocna, że zerwała farbę z przemalowanych szafek, na szczęście nie na froncie, a na spodzie – musiałam dodatkowo odmalować uszczerbki…

Farba jest dwuskładnikowa – do pojemnika wlewamy zawartość dołączonej saszetki i dokładnie mieszamy. Taką mieszankę można zużyć w ciągu 10 dni, potem traci swoją przyczepność i właściwości. Czas schnięcia na dotyk to ok.1 godziny, między warstwami 24 godziny, do ostrożnego użytkowania musimy poczekać 72 godziny, a całkowitą odporność mechaniczną i chemiczną farba osiąga po 20 dniach.

Teraz praktyka – malowanie to prawdziwa gimnastyka i walka z czasem, gdyż farba bardzo szybko zastyga i gęstnieje – trzeba uważać gdzie kończy się malowanie i nie „zahaczać” o następny kafelek jeśli musimy na chwilę przerwać, bo widać później wszelkie łączenia. Ważny jest też ten sam kierunek malowania wałkiem przy ostatniej warstwie, aby farba tak samo łapała światło. Brzegi ścian i trudno dostępne miejsca malowałam pędzelkiem i małym wałeczkiem, w drugiej ręce już szykowałam duży wałek, żeby przechodzić do malowania większej powierzchni, więc jest to istna żonglerka. Ale właśnie od okiełznania technicznej strony realizacji zależy efekt końcowy.

Oto efekt po pierwszej warstwie.

A to po drugiej warstwie…

Efekt jest fajny, ale dla mnie perfekcyjnie będzie dopiero po trzeciej warstwie, więc czeka mnie powtórka z rozrywki 🙂

W trakcie malowania wymyśliłam drewniane surowe ramy z kantówek na lustra wklejone w ściany. Kantówki z tipi dziecka zastąpiłam kijami od szczotki kupionymi po 6zł, niestety starczyły tylko na jedną ramę na razie. Drewno przycięłam w skrzynce uciosowej pod kątem 45 stopni i wkleiłam na klej montażowy lekko ponad blatem półki, żeby miało lżejszy wygląd.

Chodziło mi o surowy klimat, więc kantówki tylko przeszlifowałam i zaolejowałam.

Pełną aranżację wykonam dopiero po kolejnym malowaniu i kilku dniach czekania aż farba nabierze odporności 🙂

Mała wielka zmiana!

To Ci się może też spodobać:

Zostaw komentarz

O mnie

Handmade Heaven

Dom – miejsce z duszą, gdzie wciąż przerabiam meble, szyję, dekoruję, tworzę i cieszę się każdym drobiazgiem… Uwielbiam styl skandynawski i shabby chic… Z wykształcenia artysta plastyk, w praktyce budowlaniec, majsterkowicz, krawcowa, malarz, kobieta pracująca i gospodyni domowa. Szczęśliwa i spełniona żona, mama i kobieta. Dobry człowiek ceniący proste radości każdego dnia... Zapraszam do mojego świata metamorfoz wnętrz , przedmiotów i rupieci, którym nadaję nowe życie.